Ja

Matka Polka?

Matka Polka cierpiętnica, poświęcająca się mniszka, karmicielka, pielęgniarka, opiekunka i nauczycielka. No i namiętna kochanka dla swojego mężczyzny, bo we wszystkim musi być idealna, od mejkapu po stajl bąbla. Tylko to wiemy wszyscy, ale kto wie jaką kobietą była owa Matka Polka zanim nią właśnie została? Wczoraj w jednym z plotkarskich portali wyczytałam, że Joasia Brodzik tęskni za czasami kiedy była „szczęśliwie bezdzietna”. Ja też tęsknię!

Jak już wcześniej wspominałam, a wszyscy i beze mnie to wiedzą, pojawienie się dziecka to ogromna rewolucja w życiu. Osobiście długo byłam szczęśliwie bezdzietna i dziś z rozrzewnieniem wspominam tamte czasy. Weekendowy wyjazd kiedy się chce, imprezy, wieczory w kinie i bezstresowe życie ogólnie. To tak ogólnie. Ale jak to się stało, że w ogóle mam dziecko, ja przeciwniczka potomstwa? Jak to się stało, że oszalałam na punkcie Młodego, choć zarzekałam się, że mogę mieć ewentualnie tylko córkę? Jaka ja w ogóle byłam przed dzieckiem? Jak to się dzieje, że moje koleżanki, młode wyzwolone kobiety jeszcze niedawno odrzucające w ogóle możliwość jakiejkolwiek dzietności, dziś słitaśnie się wdzięczą do rumianych policzków swoich pociech?

Podstęp

To wszystko jest bardzo podstępne, atakuje po cichu i z ukrycia. Instynkt macierzyński. Najpewniej wymysł męski, tak samo jak buty na obcasie, bielizna modelująca i depilacja. Potajemnie bierze we władanie kobiece umysły, najpierw wydaje się nieszkodliwe, niepotrzebne i śmieszne, ale pewnego dnia atakuje bezbronną niewiastę, przejmując całkowitą kontrolę nad jej umysłem i nad nią samą. Ze mną tak właśnie było. Każdy kto mnie zna wie, że nie chciałam mieć dzieci,nawet ich nie lubiłam. Największe męki przechodziłam krótko po ślubie, kiedy wszyscy z nadzieją wpatrywali się w mój brzuch licząc, że COŚ tak się kluje.Tylko co ja jakaś kura nioska jestem? Jestem ambitną młodą kobietą mająca swoje plany, głód świata i życia, dziecko to zbędny dodatek do mojej osoby – tak właśnie sobie długo myślałam i wiele moich koleżanek stawiało podobne deklaracje. Jak to się stało, że coś we mnie pękło?

A może

Żyliśmy sobie z moim ukochanym Małżem w krainie spraw codziennych, pracy, wakacji, spotkań ze znajomymi. Było super! Aż któregoś dnia, bez wyraźnej przyczyny pojawił się między nami temat dziecka. Jakoś tak naturalnie, samo  z siebie. Stwierdziliśmy, że próbujemy, bo przecież może się okazać, że w cale nie możemy. Mogliśmy o czym przekonaliśmy się po kilku miesiącach. Wiecie co mnie dziś najbardziej bawi w tym wszystkim? Moje zaskoczenie pozytywnym testem ciążowym. Przecież jako dorosła kobieta nie powinnam być tym faktem zupełnie zaskoczona.

Matka matce

Jako świeżo upieczona mama nie czułam się nawet człowiekiem, ale to na szczęście minęło. Niestety otoczenie nie zawsze to zauważa. Wiele osób myśli, że matka to robocik, taki dodatek do dziecka, coś pomiędzy pieluchą, smoczkiem, butelką i bujaczkiem. W naszym kraju matki można strofować i upominać, że źle coś robią, albo że za bardzo się starają. Wiecie co? Nie róbcie tego! Co innego jeżeli moja mama czy przyjaciółka od serca podpowie jak sobie radzić z problemem, ale dobre rady kiedy są zupełnie niechciane i nieproszone są męczące i dołujące młodą mamę.

Ja byłam napominana i besztana na początku ostro. Dwa tematy spędzały mi sen z powiek, bo wszyscy wokół ocenili mnie jako złą i wyrodną matkę. Co to było? Spanie w swoim pokoju od początku i karmienie butelką. Wiecie jak mnie drażniło, jak ciotka, której nie widziałam od ślubu zbeształa mnie, że po pierwsze takie maleństwo nie powinno spać samo, a po drugie jaka matka ze mnie skoro nie karmię go jedynym i najwspanialszym pokarmem. Zmieszała mnie z błotem i sprawiła, że poczułam się złą i niepełnowartościową matką. Wtedy moja mama, która nie do końca pochwalała moje decyzje, ale nie wtrącała się stanęła za mną murem. Zbeształa ciotkę, a mi kazała się zupełnie nie przejmować, bo jako matka wiem, co jest dobre dla mojego dziecka. Wiecie, każdej młodej mamie życzę takiego wsparcia.

Moja mamusia to niezwykle mądra kobieta i mimo różnic poglądów nie stara się kwestionować moich wyborów. Przypominała, że powinnam zabrać się za siebie i pamiętać o sobie. Kiedy moja waga już po porodzie zaczęła zbliżać się do wagi z dnia porodu nakazała wykonanie badań, bo nie chciało jej się wierzyć, że siedzę ciągle przed TV z paczką chipsów w ręce. To mama przypominała o wizycie u fryzjera i konieczności odświeżenia garderoby, a kiedy ja zajmowałam się  sobą ona zajmowała się Młodym.

To jaka jestem?

Macierzyństwo bezapelacyjnie mnie zmieniło, dokopałam się do zdolności i uczuć, o których istnieniu nawet bym siebie nie podejrzewała, ale nadal jestem sobą. Nadal uwielbiam mocne brzmienie i głośną muzykę, lubię lody waniliowe i krówki, letnie poranki i kawkę na tarasie w niedzielne ciepłe dni. Nadal szaleję na punkcie swojej drugiej połówki i wzruszam się na filmach. Dziecko nie sprawiło, że przestałam mówić do swojego odbicia w lustrze, ani śpiewać pod prysznicem. Młody nie odebrał mi mojego spojrzenia na świat, dzięki Niemu po prostu dostrzegam więcej odcieni, bardziej cieszę się słońcem, ale też bawi mnie deszczowe popołudnie. Nadal najbardziej na świecie uwielbiam dżinsy i kolorowe koszulki i nadal ubieram się tylko w to co podoba się mnie, a nie co wypada lub jest aktualnie modne. Nadal nie boję się wyzwań i mówienia prawdy. Teraz jestem tylko bardziej ostrożna i czasem zachowuję swoje uwagi tylko dla siebie.

A Was jak bardzo zmieniło macierzyństwo?

(Visited 429 times, 1 visits today)