Być może niektórzy z Was uznają, że to wpis jakich wiele, że nie powinien mieć tu miejsca ( bo przecież blog miał być tylko kulinarny), no i jeszcze te moje wynurzenia. Ale wiecie co, to przecież moje miejsce i moja przestrzeń i ja mogę tu dodawać co chcę. Wiadomo, nie opisuję tu swoich wynurzeń dnia codziennego, ale postanowiłam wprowadzić w życie projekt „Wyzwanie Odchudzanie”.

Nie, nie jest to plan – schudnąć do wymarzonej kiecki, imprezy, sylwestra czy przyszłego sezonu bikini. U mnie proces był długi i powolny. Jakiś czas temu doszłam do porozumienia z samą sobą. Stwierdziłam, że jestem proporcjonalna, duża, ale nadal proporcjonalna. Fakt taki rodzaj tycia jest bardzo przydatny, bo po pierwsze nawet jeśli bardziej się zaokrąglasz, nie od razu rzuca się to w oczy, ani nie musisz od razu wymieniać całej garderoby. Ale – Ty sama możesz przeoczyć niebezpieczny moment „rozpuknięcia”. Jednak byłam, pogodzona, że nie będę wiotką istotką jak z czasów końca liceum/początku studiów. Fakt, moja dieta pozostawiała wiele do życzenia i mimo osiągnięcia wtedy najniższej wagi w dorosłym  życiu, okazem zdrowia nie byłam. Kiedy jednak w tym roku, w czasie wakacji syn zaczął bawić się w fotografa, ja jako dumna mama chciałam pooglądać jego dzieła, ale mina szybko mi zrzedła. Moja figura, postawa ciała i ogólny rozmiar mnie przeraziły. Po powrocie do domu stanęłam na wagę a tam szok kolejny. Przekroczyłam magiczną granicę, kod z przodu się zmienił, a to źle działa na człowieka. Ja jednak postanowiłam wyciągnąć konsekwencje. Pomyślałam, że jeżeli tu, na oczach wszystkich zadeklaruję chęć zrzucenia nadmiernego balastu, tu będę publikowac swoje postępy ( lub ich brak) i to tu pokażę jak wyglądam teraz to będzie to dla mnie największą mobilizacją. Mąż postanowił nie tylko mnie wspierać, ale też obiecał że do mnie dołączy.

Co więc będzie się dziać?

  1. Co poniedziałek publikować będę podsumowanie minionego tygodnia.
  2. Co poniedziałek będę aktualizować swoje pomiary/wymiary ( które mam nadzieję będą się zmniejszać.
  3. W cyklicznych wpisach będę też podawać swoje jadłospisy ( nie dlatego ze uważam się za alfę i omegę, ale będzie to dziennik ułatwiający mi śledzenie gdzie popełniam błędy i jak ich uniknąć)
  4. Będę też opisywać co ćwiczę i jak to na mnie wpływa.
  5. Jako że odchudzanie ma nas upiększyć od czasu do czasu pokażę czym się kosmetycznie upiększam, coby mi skóra nie zwisła 🙂
  6. Jak tylko mąż postanowi się upublicznić, dołączy do moich wpisów jego osoba!

Według Vitalii obecnie wyglądam tak. Prawda jest jednak o wiele gorsza. Ale nie czuję się gotowa ani psychucznie, ani fizycznie na pokazanie obecnie  mojego ciała. Poza tym, może to trochę niestosowne? Sama nie wiem…

 

Moje wymiary mnie powaliły.Sama nie wiem czy powinnam w ogóle je kiedykolwiek komukolwiek opublikować. Dla mnie to szok, jak bardzo sama siebie „zapuściłam”. Ale… jedziemy!

DATA ROZPOCZĘCIA WAGA POCZĄTKOWA WZROST
2017-08-21 80,5 171,0 cm
Wskaźnik BMI
28
WAGA DOCELOWA
60,0
DATA WAGA
2017-08-21 80,5
2017-08-27 79,5
WYMIARY
Szyja Biceps Piersi Talia Brzuch Biodra Udo Łydka Zaw. Tł
31,5 32 107 85 104 109 65,5 41 38,00%

 

 

Jednym słowem, jest słabo. Nawet bardzo, ale wzięłam się w garść i przez ostatni tydzień po prostu starałam się jeść 3 główne posiłki i 1-2 przekąsek. Robiłam to bez ograniczeń, ale wszystko wprowadzałam do aplikacji na telefonie. To ułatwia życie początkującemu. Ja wprawdzie od zawsze jestem na diecie, ale dawno nie liczyłam kalorii i nie mam też zupełnie wprawy w liczeniu makro składników. Osobiście używam Fitatu, jest dość prosta i intuicyjna, a dodatkowo ma całkiem sporo wartości kalorycznych dań gotowych – oczywiście można też dodawać swoje.

Dzięki tej aplikacji odkryłam, że pochłaniałam ogromne ilości cukru w postaci bardzo dużej ilości owoców. Ja wiem, mamy jeść 5 porcji warzyw i owoców, ale osoby na diecie powinny z owocami niestety uważać. Dodatkowo zdałam sobie sprawę, że jadłam duże śniadanie, potem lunch w pracy – często skromny i zdrowy, ale upojona hektolitrami kawy nie czułam głodu! Dopiero późnym popołudniem i wieczorem rozjadałam się na dobre. Jak mawia mój tatuś ” Noc jest moim królestwem!”.

Dodatkowo codziennie do pracy zabieram butelkę wody niegazowanej i staram się wypijać jej jak najwięcej.  W największe upały wypijałam w pracy 1,5l wody bez problemu, teraz wraz z coraz chłodniejszymi dniami zastępuję ją ziółkami – miętą, pokrzywą, herbatką imbirową, melisą. Niestety w biurze w którym pracuję jest bardzo zimno i  już muszę się rozgrzewać.

Od tego tygodnia też rozpoczynam regularne ćwiczenia, tak aby dieta była dodatkowo wspomagana. Poprzedni tydzień nieco sobie odpuściłam, bo nie mogłam się jeszcze pozbierać po urlopie 🙂

Cele do końca września:

  1. -3/4 kg
  2. -2/3% tłuszczu
  3. -3/5 cm w talii
  4. Trzymać się ustalonego na dzień menu : 3 głw posiłki i 2 przekąski
  5. Ważyć się tylko 1 raz w tygodniu
  6. Aktywność fizyczna 5 razy w tygodniu!

To do udanego tygodnia kochani! Do zobaczenia na Instagramie!